piątek, 07 stycznia 2011
Trzech Króli - dzień pełen wrażeń cz.2.
Wczoraj po powrocie do domu, żal mi się zrobiło, że taka śliczna słoneczna i mroźna pogoda , ja mam siedziec w domu.
Wskoczyłam w ciepły kombinezon, mimo uszkodzenia zapakowałam aparat, zabrałam psa i poszłam na długaśny spacer nad Dunajec.
Piękna pogoda, więc było sporo spacerujących i biegających na nartach.
A ja szłam przed siebie wzdłuż rzeki w kierunku Zakopanego.
Udało mi się zrobić kilka fotek, więc zapraszam Was na wspólny spacer:)
 
 
Mój Nero, w sylwestra minęło 5 lat jak jest z nami.
 
 
Dunajec skuty lodem, widok na Gorce
 
 
 
 
 
Czyż nie piękne widoki ???
 
 
Zmęczenie dopadło psa...
 
 
...ciężko psu biegać, jak między opuszkami pełno śniegu,
a mróz gryzie łapy.
 
 
Osty wystają spod śniegu do słoneczka :)
 
 
...no nie, Pani znowu robi zdjęcia.
 
 
 
Brrrrrrrrrrrrr zimno, trzeba pobiegać, aby się rozgrzać.
 
Po tym spacerze, prawie 8 km w mrozie -15 st pies dostał swoja karme z ciepłym mlekiem i padł ze zmęczenia. Do późnej nocy leżał i spał.
Jutro kolejny spacer o ile aura na to pozwoli :)
 

 
Wiem powinnam pokazać jakieś robótki, ale ostatnio nic mi się nie chce robić. Mam do pokazania jeszcze trzy zaległe prace, ale nic nowego praktycznie nie robię, za to czytam.
Przed dwoma dniami kupiłam super książkę młodzieżową , aby Michała zachęcić do czytania, ale zaraz wsadził ją głęboko na półkę. Ja przeczytałam pierwszy rozdział i ... nie mogę sie doczekac, aż skończę ta co zaczęłam , aby zabrać się za młodzieżówkę :)
niedziela, 23 maja 2010
Aktywna niedziela.
Plany niedzielne były takie: powrót do domu po nocce, spokojny sen, potem obiadek wyjazd rowerem do L'eclerka i haft.
Snu było niewiele, bo moje dziecię wróciło do domu z gracją słonia w składzie porcelany.
Nastawiłam więc obiadek i rowerkiem na małą przejażdżkę - łącznie 4 km w dwie strony.
Cudna , słoneczna pogoda tak mnie rozochociła,że miałam ochotę na rower i plener. Odwagi było mniej, bo nadal jestem na lekach, spać mi się chciało i pewnie bym się położyła, gdyby starsze dziecię nie namówiło mnie na wypad rowerowy.
Postanowiliśmy odwiedzic babcię i dziadzia na działce.
Przy okazji podziwialiśmy takie widoki:



Widoki nad Białym Dunajcem, który przed tygodniem wyglądał zupełnie inaczej i był groźny.


Jadąc z Łukaszem obowiązkowo musieliśmy zahaczyć o to miejsce...


Przy świątecznym wpisie z wycieczki rowerowej w komentarzach pisałyście, że szkoda, że nie ma towarzysza wypraw.
Na Wasze specjalne życzenie jest i On...czyli mój pierworodny.


Z lotniska podziwialiśmy Panoramę Tatr...


...dzisiaj niestety zamglonych :(


A to już ogródek przy kawiarni na lotnisku.



Po długiej przerwie podziwiałam działkę rodziców, ale to w następnym wpisie.

Jestem szczęśliwa, że młody namówił mnie na aktywny wypoczynek. Przyjemne z pożytecznym, bo rower wspomaga moje odchudzanie. Mimo chorego kręgosłupa zdecydowałam się na ruch, aby szybciej wrócić do sprawności. Lekarz w Iwoniczu mnie uświadomił , że w bardzo ostrym stanie to konieczne jest leżenie, ale potem ważny jest ruch z rozsądkiem i gimnastyka.
Jeszcze tylko marzy mi się kupienie do roweru licznika, żebym wiedziała ile kilometrów pokonałam, aby stopniowo zwiększać ilość pokonanych km.
poniedziałek, 05 kwietnia 2010
Świąteczna wycieczka...
Wielkanocne śniadanie tradycyjnie zjedliśmy u moich rodziców, gdzie była również siostra z rodzinką i wujek z Warszawy.
Po miłym spotkaniu w rodzinnym gronie wróciliśmy do siebie.

Mój stół wielkanocny zdobił baranek z masła pasący się na trawce z rzeżuchy.
Jest moją dumą, bo po kilku nieudanych próbach w poprzednich latach, tym razem mi się udał:



Przed samymi świętami, po zakończeniu sezonu narciarskiego zamarzyłam nagle o ...


...tak, tak o składaku i wycieczkach rowerowych.
Po kilku dniach moje marzenie się spełniło i ten oto składak jest moją własnością.
Wczorajszy słoneczny dzień spędziłam więc na wycieczce rowerowej , na którą wybrałam się z mężem. Przed wyjazdem moje młodsze dziecię powiedziało nam "...ale jak już to proszę siostrzyczkę nie braciszka !!!"

Pierwsze metry pokazały mi jak fatalną mam kondycję , a raczej jej brak. Od ponad 20 lat nie jeździłam, poza małą wycieczką rowerową dwa lata temu na urlopie. Było ciężko , ale postanowiłam więc pojechałam. Najpierw zobaczyć nową kładkę na Białym Dunajcu, przez którą jest blisko na nasze lotnisko:


Widok na miasto.


Widok na lotnisko.



Przy lotnisku znajduje się rezerwat:



Oczywiście pokusiłam się i pojechałam w głąb rezerwatu, bo nigdy tam nie byłam.



Jak nazwa rezerwatu wskazuje "Bór na Czerwonym" to i złamane drzewo ma kolor czerwony.

Z rezerwatu postanowiłam jechać na lotnisko:


To tutaj 8 czerwca 1979 r. Ojciec Święty spotkał się z góralami u podnóża Tatr.


Pomnik ufundowany w 22 rocznicę spotkania z Ojcem Świetym.


Na lotnisku jest jeszcze drugi pomnik:


...ten jest poświęcony lotnikom , którzy zginęli na Podhalu.
Ja sama pamiętam jak samolot spadł do rzeki, a mój tata to widział, bo był wtedy z psem na spacerze. Takich wypadków było tutaj kilka.

Z lotniska postanowiłam pojechać na działkę mamy, bo to już niedaleko. Przy okazji stwierdziłam, że przez kładkę i lotnisko będę jeździć zawsze na działkę, bo jest to spokojna i bezpieczna droga. Działka mieści się na obrzeżach miasta przy ruchliwej drodze na Nowy Sącz, więc jazda rowerem, do tego z chłopcami może być bardzo niebezpieczna.



Po drodze spotkaliśmy bociany.

Wycieczka się udała, zrobiliśmy 15 km.
Teraz będę częściej jeździć, aby odzyskac kondycję sprzed 20 lat, oraz stracić zbędne fałdki tłuszczu i kilogramy.
Jak zauważyłyście zmieniłam nazwę kategorii z " Na stoku", na "Na nartach i rowerze". Będę tutaj zamieszczać relacje z moich wypadów rowerowych.

sobota, 02 stycznia 2010
Szara rzeczywistość.
Za nami Święta , Sylwester i Nowy Rok.
Czas wracać do normalnego, szarego życia. Ja dzisiaj zabrałam Łukasza na spacer. Tyle miesięcy jest w domu, czasem przewozimy go samochodem do lekarza, kościoła, nadszedł czas , aby zaczął wychodzić i przyzwyczaił się do świeżego powietrza.





Gipsu już nie ma, ale nadal nosi na nodze ortezę i cały czas porusza się tylko o kulach nie obciążając chorej nogi.



Jak widać na ulicach również szaro i buro, nie ma ani deka śniegu:(
Mam nadzieję,  że teraz niektóre z Was piszące na maila uwierzą mi , że u nas nie ma śniegu :(

Niezadowoleni turyści wracają już do domu, a tu też szara rzeczywistość ; korki na Zakopiance , samochody stoją:


 
dzisiaj całe miasto jest zakorkowane.




W Sylwestra przyszły jeszcze kolejne kartki od Was:

Od Kingi

od Sabinki

od Beatki (Bebezet)

Dziewczyny bardzo serdecznie Wam dziękuję za kartki i życzenia płynące, z różnych stron Polski. To bardzo miłe otwierać pocztę i czytać życzenia od koleżanek, które znam tylko wirtualnie :)
poniedziałek, 19 października 2009
Wczesna zima i jej skutki.
Tydzień już blog jest zawieszony i tydzień nic nie pisałam.
Tydzień temu też był pierwszy atak zimy w tym roku.
 
 
 
Obie fotki to widok z mojego okna.

Śnieg spadł bardzo wcześnie i  drzewa nie zdążyły zrzucić liści :(
A oto skutki :
 
 
 
 
 
 
Wszystkie zdjęcia są  zrobione wokół mojego bloku.
Widok strasznie przygnębiający.

Niestety to nie jedyne skutki wczesnego początku zimy:
 
 
U góry Łukasz , który się poślizgnął i skręcił nogę.
Na dole Marzenka - moja siostra, niestety Jej kontuzja jest poważniejsza, dziś od rana usiłowałam załatwić termin operacji kolana,  nie udało mi się. Jutro drugie podejście :(

Jak to mówią nieszczęścia chodzą parami. Mnie to trochę przybiło psychicznie. Srasznie mnie denerwuje, że blog jest zamknięty i nie mogę Was tu wpuscić :(

Chciałam się pochwalić, że postanowiłam po raz pierwszy spróbowac swoich sił i zapisałam się u JUSTYNKI
na wymianę ATC.
Skończyłam też haft harley'a, zostalo mi tylko zrobić backstiche, ale teraz jestem zabiegana , więc musi poczekać kilka dni. Zdjecie pokażę w następnej notce.
 
1 , 2 , 3
| < Lipiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
O autorze
Internetowe liczniki