sobota, 12 marca 2011
Rodzinne święto.
Dzisiejsza sobota, piękna i słoneczna, dała nam smak wiosny.
Wiosna też zawitała wiosennym szablonem na moim blogu.

A dla nas dzisiaj jest takie rodzinne święto.
Mój młodszy syn Michał podczas uroczystej Mszy Świętej w Sanktuarium Maryjnym w Ludźmierzu, u stóp Gaździny Podhala , wraz z grupą 57 kolegów z naszego dekanatu, został powołany i pobłogosławiony do posługi Ministranta Słowa Bożego.

Od dzisiaj mam w domu już dwóch lektorów :)
Wielka to radość dla rodziców.



...Już w białej albie,
trzy tygodnie temu obciął swojego kucyka.



Z kolegami z naszej Parafii.

Pogoda była piękna, więc i kochanego dziadziusia i babci nie mogło zabraknącćw czasie tej uroczystości.


Z dziadziusiem...


Z mamą i dziadziem.

Łukasz w lutym obchodził swoją rocznicę i dzisiaj w Ludźmierzu miał okazję służyć.
Mszę koncelebrowało 9 księży z Parafii naszego dekanatu.
poniedziałek, 24 stycznia 2011
Zimowy spacerek.
Dziś od bardzo dawna miałam wolny dzień.
Postanowiłam zabrać naszą panienkę i wyjść na spacerek.
Uwielbiam zimowe spacery, jak jest mroźna pogoda i dużo białego puchu.
 
 
Przejażdżka sankami...
 
 

... jednak Nicola woli chodzić ...
 
 
... a najlepiej sama pchać saneczki.
 
 
Na spacerze dołączył do nas Nero...
 
 
... Zaczęła się wspólna zabawa...
 
 
...Nero pilnował Nicoli, a Ona w zamian chętnie i często go głaskała.
 
 
... o jak fajnie tuptać po puszystym śniegu...
 
 
... a Nero ciągle pilnuje małej.
 

 
Bardzo mi był potrzebny ten spacer.
Po pierwsze nie widziałam małej prawie trzy tygodnie. Najpierw ona chorowała, potem ja. W pracy nawał dyżurów i to ostatnio bardzo ciężkie dyżury.
A jak wiecie początek roku zaczął się pechowo.
Tata złamał szyjkę kości udowej z przemieszczeniem i leżał na ortopedii. Szpital zamknięty dla odwiedzających, z powodu panującej grypy. Ja mam to szczęście, że jako pracownik szpitala, mogłam do taty wchodzić.
Potem operacja, ale teraz tata szczęśliwie jest już w domu, ale czeka go długa rehabilitacja, a ja póki co pomagam mamie, przede wszystkim robię zastrzyki i opatrunki. Niestety nie mam czasu na robótki i do wiosny pewnie się to nie zmieni :(

 

czwartek, 06 stycznia 2011
Trzech Króli - dzień pełen wrażeń cz.1.
Dzisiaj święto , które kończy okres Bożego Narodzenia.
Bardzo się cieszę, że przywrócony został dzień wolny.
W czasie tegorocznych Świąt dopiero dzisiaj miałam wolny świąteczny dzień i mogłam go spędzić całkowicie na luzie, i to jak :)
 

 
Zacznę od tego, że tradycyjnie w Święta był u nas mój wspaniały wujek z Warszawy.
Już wtedy zaprosił mojego Łukasza na zimową wycieczkę w góry.
To ten sam wujek , o którym już na tym blogu wspominałam, który latem zabierał chłopców na obozy konne. Cudowny człowiek, wspaniały Pedagog i wychowawca pokoleń młodzieży. Człowiek o wielkim sercu. W młodości ja jeździłam z nim na obozy.
Dzisiaj przyjechał z grupą uczniów z Liceum w którym pracuje. Grupa liczy 12 osób - 8 uczniów i 3 rodziców i wujek. Cała grupa dziś wyruszyła w góry, ale nie Tatry, a Gorce.
Mój syn od wczoraj się pakował i szykował do wyprawy, ma to szczęście, że noc spędził w ciepłym łóżku, a nie zimnym pociągu.

Pakowanie - szok, mnie nie dopuścił. Chłopcy uwielbiają program na Discovery "Szkoła przetrwania".  Pod choinkę zażyczyli sobie książkę: " Szkoła Przetrwania" Beara Gryllsa. Łukasz ją przeczytał i pakował się wg. zawartch tam wskazówek. Dokładnie wiedział jak sie ubrać, aby nie zmarznąć, co zabrać, nawet jedną kieszeń plecaka oznakował kawałkiem białego płótna, na którym wymalował czerwony krzyż.
"Mamo w razie wypadku, czy lawiny nie ma czasu szukać opatrunków, a tak wiadomo, że w tej kieszeni mam środki pierwszej pomocy."
Zapakował podstawowe opatrunki, bandaż elastyczny, leki, koce ratownicze, oraz czekoladę.Do telefonu wpisał nr GOPR-u.
Odmówił zabrania ciepłej piżamy: " mamo do śpiwora ma być jak najlżejszy ubiór, bo wtedy śpiwór zatrzymuje wydzielane przez ciało ciepło, na nogi grube skarpety, bo przy zamku jest otwór, który może chłodzić nogi."
On ma 14 lat, po górach chodził niewiele, ale bardzo rozsądnie podszedl do wyprawy. Plecak oczywiście musiał być zważony(pomysl Łukasza), wiedział jaki ciężar może  bezpiecznie nieść przy swoim wzroście i wieku.
Jak zwykle postawił na nogi babcie: moja mama na hura szyła szelki do śpiwora - pomysł i projekt mojego dziecka, niestety nie zrobiłam fotek, ale jeszcze to zrobię. Prababcia na hura robiła na drutach prawdziwe wełniane skarpety. Ojcu zakosił profesjonalne skórzane trapery.
Pozwoliłam mu na żywioł, jak się spakował tak musi przetrwać. Wiem, że w razie co wujek da znać, aby go zabrać, albo dowieźć niezbędne rzeczy.
 
 
Pakowanie :)
 
 
 
 
Dziś od rana Łukasz był pełen energii, podenerwowany, bo pociąg miał duże opóźnienie, za oknem mróz -25 st. Usiłowałam go zatrzymać w domu, a gdzie tam. On jest najmłodszy ( II Gimnazjum), wśród tych licealistów, więc bałam się czy podała z astmą w tym mrozie. Szybko złapał z nimi kontakt, niektórych znał, już z wypraw górskich z wujkiem, niektórych z obozu konnego.
Pojechał z ojcem na PKP, po grupę, potem mąż pozbierał do samochodu plecaki, a oni poszli na mszę. W 15 min pokonali 2 km do kościoła.
Ja spotkałam się z nimi w kościele. Młodzież zmęczona nocną jazdą, głodna, zmarznięta.
Chcieli iść coś zjeść, ale gdzie ??? Wszystko zamknięte :(
Parę sekund i padła decyzja idziemy do mojej mamy na gorącą herbatę.
Przeraża Was to - 12 osób + nas 3 ???
Spokojnie, mama jest przyzwyczajona do nagłych i niespodziewanych wizyt, jak wujek jest na tym terenie.
Szybki telefon i babcia gotowała wielki gar wody na kawę i herbatę.
 
Jak dotarliśmy to sąsiedzi lekko przerażeni na nas patrzyli, tyle ludu z plecakami, jedni wchodzili do mieszkania, inni byli jeszcze na dole klatki schodowej.
Towarzystwo siedziało , gdzie się dało, na poduchach, tapczanach itp. Jedli kanapki z drogi i pili gorące napoje. Odpoczęli , zagrzali się i wyruszyli na szlak.
A mnie przypomniała się moja młodość :)
Pamiętam jedne wakacje lata 80-te w sklepach pustki, ale to nic.

Przyjechał właśnie wujek Maryś z ciocią i kuzynką, oraz ich pudelkiem,  jego Przyjaciel z żoną i trójką dzieci.
Spało się na materacach, były dyżury w kuchni, a w dzień były górskie wycieczki. Radość i gwar panowały w domu.
Za dwa dni przyjechała koleżanka mamy z córką, czyli było nas 4 + 10-ro gości i dwa psy.
Mija kolejny dzień dzwonek do drzwi, bez zapowiedzi przyjechała rodzina taty z pod Poznania kolejne 3 osoby.
Myślicie, że było źle, nie dom żył, było wesoło, radośnie , wspaniale.
Uwielbiałam te najazdy, które nie były rzadkością.
Nasz dom rodzinny był domem otwartym , czem chata bogata, jadło się co było w sklepie, po chleb godzinami stało się w kolejce, ja i goście na równi. To były wakacje.
A potem dom pustoszał i robiło się strasznie cicho. A dodam tylko , że mieszkaliśmy w bloku na 60 m2.
 
Wujek i ciocia są po pedagogice specjalnej latami pracowali z młodzieżą upośledzoną, przyjeżdżali z młodzieżą w góry i wpadali na herbatkę z całymi grupami. Odkąd wujek pracuje w Liceum organizuje prywatne wypady w góry z niewielkimi grupami i dom rodziców jest przystankiem w tych wycieczkach.
 
Tak mi narobili ochoty na jakąs wyprawę, że po południu wybrałam się z Nerem na długaśny spacer nad rzekę, ale coby Was nie uśpić całkiem tym ględzeniem to będzie o tym w kolejnym wpisie.
 
I tak w dzień Trzech Króli rodziców odwiedzili niespodziewani goście :)





sobota, 25 grudnia 2010
Jasełka po góralsku...
W ubiegłą niedzielę były u nas Jasełka po góralsku, na wesoło.
Łukasz grał rolę jednego  z trzech króli. Każdy z Króli reprezentował inną epokę: pierwszy to współczesny , drugi (mój Łukasz) epoka oświecenia, trzeci to przedstawiciel starożytnego Rzymu.
Jasełka po góralsku z tekstami w oryginalnej gwarze, utrzymaniem strojów, a nawet tańcem.
Teksty wesołe, można było boki zrywać i żałuję, że nie będzie płytki, bo zabrakło kamery :(

A tak na Jasełka zapraszała strona naszej Parafi:

"W najbliższą niedzielę będzie można zobaczyć Jasełka z dużą dozą humoru, osadzone w naszej góralskiej i krakowskiej rzeczywistości. Przedstawienie jest organizowane i reżyserowane przez księży Mariusza Dziubę i Józefa Urbańczyka z Parafii pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Nowym Targu, przy współpracy z Urzędem Miasta, Starostwem Powiatowym oraz Miejskim Ośrodkiem Kultury. W przedstawieniu bierze udział młodzież i dorośli z Gimnazjum nr 2, Liceum Ogólnokształcącego im. S. Goszczyńskiego oraz Kręgów Rodzin działających przy parafii pw. NSPJ w Nowym Targu.

Miła, świąteczna atmosfera, piękna scenografia, kolorowe stroje, wprowadzą nas wszystkich w szczególny nastrój. Dochód z przedstawień zostanie przeznaczony na cel charytatywny.

Serdecznie zapraszamy do wspólnego przygotowania się do Świąt Bożego Narodzenia, zabawy i kolędowania."


Dość stukania po klawiszach czas na fotki.
Niestety niezbyt dobrej jakości, bo albo aparat mi pada, albo nie lubi półmroku sali widowiskowej w MOK-u.


Cała rzecz zaczyna się na krakowskim rynku.




Rozmowa króla(Łukasz) z Herodem


Następnie akcja przenosi sie na Podhale


Zwyczajne życie w góralskiej wiosce


Policjant (żołnierz Heroda) szukający Dzieciątka


Trzej królowie idąc do Dzieciątka szukają noclegu u górali
(biała strzałka na wszystkich zdjęciach wskazuje moje dziecko)


Królowie składają dary



Dwaj Królowie Łukasz i najlepszy kolega z klasy Kacper
( w tym wypadku imię króla pokrywa się z imieniem jakie nosi odtwórca)




Mali górale w darze Jezuskowi zatańczyli " krzesanego"








Wszyscy Trzej Królowie razem


Ekipa techniczna - szef robotników ( nasz reżyser Ks. Józef)

Bardzo mi się podobało, jak została rozwiązana kwestia ekipy technicznej od zmiany dekoracji: występowali jako aktorzy przebrani za robotników i inscenizowali jak wyglądała praca na budowie w latach 80-tych.
Szef dyrygował robotnikami przegryzając kiełbachę, a robotnicy udawali , że robią "obijając" się jednocześnie. Było to przedstawione tak komicznie, że gromki śmiech panował na sali i mało kto zwrócił uwagę , że w tym czasie zmienia się wystrój sceny. Każdy był skupiony na komiźmie sytuacji.


Zdjęcie mojego pierworodnego z Przyjacielem Kacprem w przerwie między spektaklami.



A tak o Jasełkach pisali na stronie :goral.info po pierwszych dwóch spektaklach w piątek 17.12.2010:

NOWY TARG: "Dzisiaj w sali widowiskowej MOK-u obejrzeć można było jasełka. Spektakl powstał dzięki młodzieży z I Liceum Ogólnokształcącego, gimnazjalistom ze szkoły nr. 2, zaangażowana również była Parafia NSPJ.

Oczywiście patronował temu przedsięwzięciu Burmistrz Nowego Targu, Starostwo Powiatowe oraz MOK. Jasełka zgromadziły wielką rzeszę widzów, sala całkowicie była zapełniona. Aktorzy przygotowali się jak prawdziwi zawodowcy, trudno było dopatrzeć się pomyłek, czy przysłowiowych wpadek. Wszystko grało jak w zegarku, dekoracje miłe dla oka, ciekawa gra świateł, odpowiednia muzyka oddająca charakter danej chwili. Jednym słowem bardzo ciekawe i na wysokim poziomie przedstawienie. Wszystkich, którzy sa chętni zobaczyć to na własne oczy, zapraszamy w najbliższą niedzielę do MOK-u, tam o 15 i 17 godzinie przedstawienie odbędzie się ponownie. Serdecznie zachęcam bo naprawdę warto."

Ja chciałabym zaprosić jeszcze wszystkich zainteresowanych, oraz tych którzy lubią Podhale , górali, nasz folklor do obejrzenia profesjonalnych zdjęć z Jasełek:
Parafia NSPJ Nowy Targ - Galeria
Goral-Info - Galeria
Podhale24 - Galeria
Facebook - Galeria
Michał Adamowski - Galeria
niedziela, 28 listopada 2010
Radość Nicoli.
Jak już wczoraj pisałam, ja Nicolę odwiedziłam w dniu urodzin 27.11.
 
 
U nas już zima :)

Dwa lata temu wszyscy drżelismy o Jej zdrowie i życie, a dzisiaj jest radosną dwulatką:
 
 
Oooooooooooo ! Mam kwiatuszek od Michałka i prezenty :)
 
 
Uściski w ramionach ukochanego kuzyna.
 
 
Oglądam prezenty...
 
 
 
Podziękowanie cioci za ukochanego krecika.
 
 
Z przyjacielem oglądam telewizję.
 
 
Och! jak ja Cię kocham, dobrze, że jesteś ze mną :)
 

 
A teraz rodzinka jest na występie Oleńki ze scholką ( koncert laureatów), a solenizantka śpi u mnie z krecikiem przed wielkim przyjęciem urodzinowym :)
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9
| < Maj 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
O autorze
Internetowe liczniki