wtorek, 20 lipca 2010
Debiut patchworkowy cz.3 mega długa.
Uszycie wierzchu kołderki jak się okazało wcale nie było takie trudne w stosunku do pikowania. Pikowanie mnie wykończyło !!! Ani agrafki, ani szpilki nie pomagały. Spód się marszczył.
Ile się uzłościłam, uwściekałam, ile razy kołderka latała rzucana w kąt, ile było łez złości wiem tylko ja i domownicy. Już byłam gotowa wywalić to wszystko w diabły. Czytałam kolejne strony z instrukacjami i ... wypijałam 2 litry coli light , oglądałam kołderki i mówiłam sobie; " one dały radę to i ja muszę" i kolejna próba, potem kolejne ataki złości i histeri... kolejne prucie, o mało maszyna nie poleciała przez okno... i znów od nowa, piąty, dziesiąty raz, aż się udało. Jak się udało przepikować środek, to już potem reszta poszła. Korzystając z rad doświadczonych dziewczyn kupiłam polecane rękawice, ale mi one przeszkadzały, były za grube. Na co dzień pracuję w latexowych lub silikonowych i ubrałam te rękawiczki. Były dla mnie idealne, cieniutkie, miałam w palcach idealne czucie, a jednocześnie bardzo dobrze mi naciągały tkaninę.


Na początku nie mogłam sobie poradzić z tak dużą płachtą i taką grubą. Podajnik się zatrzymywał,  maszyna tańczyła po stole, eh szkoda gadać.



Potem już lepiej szło.
Oczywiście nie ma mowy o jakiś wzorach pikowania, tylko po szwach.


Nie do końca jestem zadowolona, bo są błędy, takie jak na fotce powyżej, tkanina nieco się marszczy, jednak ja skapitulowałam , bo kolejne prucia groziły już dziurami.
Następnym razem wszystko sfastryguję przed pikowaniem.

Przyszedł czas na lamówkę i kolejne problemy :(
najpierw chciałam sposobem I ze strony patchworkowa tutaj to widać.
Okazało się, że i mnie zrobiła się falbanka :( Potem odcięłam nadmiar tkaniny i chciałam sposobem II tak jak tutaj.
Cóż dla mnie totalnego laika, sposób nie tylko wydawał się trudny, ale nie do końca mogłam pojąć co i jak. Kilka dni nosiłam się z zamiarem zrobienia lamówki, ale nie wiedziałam jak. A mam jedną wadę, brak wyobraźni przestrzennej, ja muszę wszystko zobaczyć aby pojąć. Tak mnie to męczyło, że opowiedziałam o tym koleżance z pracy , która jest u nas salową, a ma ukończone technikum krawieckie i lata pracy w tym zawodzie za sobą. Basia podpowiedziała mi , abym kupiła lamówkę do firan i obszyła, potem zaproponowała obszycie bez narożników, na prosto.  W końcu zaproponowała, że mi to zrobi, zafastryguje, ja tylko pozszywam na maszynie. Uff ucieszyłam się , ale idąc do domu mój upór sprawił, że stwierdziłam iż nie może tak być. To ja mam się nauczyć szyć, a produkt końcowy będzie dla Nicolki. Nie miałabym satysfakcji, jakby ktoś mnie wyręczył.
Skroiłam kilka kwadratów i kilka pasków tkaniny, zaczęło się. Spinanie, przeszywanie kombinowanie, oczywiście korzystałam z niektórych sposobów z neta.
Eureka !!!
Udało się, wymyśliłam mój własny sposób, a może nie jest to tylko mój, ale nigdzie jeszcze takiego nie widziałam. Wykorzystałam resztę tkaniny ze spodu, którą odcięłam jako nadmiar , skroiłam w paski i doszyłam.


Paski są doszyte tylko po stronie patchworku.


Uzyskałam też narożnik. Nie satysfakcjonował mnie pomysł doszycia na prosto. To jest zazdrość, chciałam mieć tak ładnie jak "kołderkowe ciocie".
Lamówkę doszyłam ściegiem ozdobnym.


A tak wygląda lewa strona.

No to teraz czas pokazać całość kołderki.



Michał w roli stelaża, trochę krzywo trzymał, ale chyba widać efekt końcowy.
I widać też moje błędy :(
Dookoła kołderki powinien być doszyty jeszcze jeden kolorowy pas, który ukryłby się pod lamówką, a tak lamówka przykryła część wzoru i kwadraty po bokach mają ucięte rogi, a ramki od obrazków na dole i górze się zmniejszyły. Nie wygląda to zbyt ładnie, ale cóż człowiek uczy się na błędach i ja też.


Na koniec jeszcze spód kołderki, jak widać Nicola jest już właścicielką i bardzo jej pilnuje. Oczywiście pokażę jej reakcję na prezent. Mogę powiedzieć, że też jestem kołderkową ciocią, ale nie tą przyszywaną, a prawdziwą :)

W czasie doszywania lamówki robiłam fotki, więc postaram się zrobić instrukcję jak to robiłam krok po kroku, może komuś się przyda ???

Dziękuję za tyle miłych komentarzy pod poprzednim postem.

Szyjące koleżanki proszę, jeśli zauważycie jakieś błędy techniczne piszcie mi o tym, krytykujcie , wezmę to pod uwagę następnym razem.
Po głowie już mi chodzi kolejny patchwork. To jest zaraźliwe.

niedziela, 18 lipca 2010
Debiut patchworkowy cz.2.
Czas się pochwalić postępami w szyciu patchworku. Zaczęłam go jeszcze przed wyjazdem siostry na urlop  a kończę jeszcze teraz, ale bardzo wolniutko, bo Nicolka zabiera cały mój wolny czas.
Najpierw zaczęłam ćwiczyć równiutkie zszywanie kwadratów, nawet , nawet mi to wyszło:



Drobne elementy miałam gotowe, więc przyszedł czas na poukładanie tego wszystkiego na kocu i pierwszy widok całości planowanego dzieła.


I teraz zaczęło się pod górkę :(
Nero cały czas mi przeszkadzał układając się na kolorowych kawałkach. Jednak udało mi się przymierzyć, a potem zszyć pierwsze większe elementy:


Udało się !!!
Pierwsze dwa rządki są połączone i szwy się zeszły. Jest nadzieja, że uda się dalej :)


W czasie zszywania kolejnych fragmentów siostra przyprowadziła mi pod opiekę Nicolę i Olę. Oleńka ciekawie obserwowała co ciocia robi, a mała pracowicie układała  kawałki tkanin kolorami. Niczym zabawa w domino.
Niestety musiałam odłożyć szycie na bok, ale tylko na parę godzin. Wieczorem dokończyłam dzieła:


Rozłożyłam i okazało się, ze wierzch kołderki, (bo będzie to kołderka) jest za długi w stosunku do szerokości. Skutek szycia na oko, bo geometria i matematyka to moje słabsze strony. Chciałam wizualnie zobaczyć jak można temu zaradzić, ale Nero z uporem maniaka za każdym razem układał się na moim szyciu. Próba przegonienia go kończyła się tym... :


... demonstracyjnym ułożeniem jeszcze wygodniej :(
Łukasz stwierdził, że nie mam wyjścia, tylko muszę psu uszyć nowe leże.

Po wielu walkach z psim przeszkadzaczem wymyśliłam, że doszyję z boków brakujące pół odwróconych kwadratów, a między nimi dam kolorowe paski:


Pomysł przekształciłam w czyn. Całość nawet bardzo fajnie wygląda. Zrealizowałam moje marzenie, że ma być bajecznie kolorowo, wesoło, letnio - no to czas pokazać wierzch kołderki:


Na tym etapie efekt końcowy mi się podoba, co u mnie bardzo rzadko się zdaża.
Najbardziej jestem dumna z tego, że udalo mi się to wszystko zszyć w jedną całość, bez większych wpadek, chociaż było kilka pruć.

A teraz jeszcze najgorsze: pikowanie i obszycie.
Jedno już za mną, ale to już w kolejnym wpisie.
poniedziałek, 05 lipca 2010
Debiut patchworkowy cz.1.
Zdecydowałam się na pierwsze doświadczenie z czymś większym niż prosta poduszka pozszywana z kolorowych kwadracików. Jaki bedzie efekt ???
Nie wiem. Plan jest w głowie, częściowo ułożony na kocu i rozrysowany na kartce papieru. Jedno jest pewne, ma być bajecznie kolorowo, jaskrawo, wesoło, letnio.

Wasze komentarze dały mi niezłego "kopa" do działania.
Eda zgadła, ma to być coś dla Nickolki.
Zaczęłam od pocięcia 120 kwadratów o wymiarze 10x10 cm. Oczywiście wycinane "na piechotę" nożyczkami. Mam nóż, zrobiłam sobie prowizoryczna matę i co ?? Przyłożyłam linijkę i ... nóż zmienił tor i uciął kawałek linijki :(
Jednak w mojej ręce nożyczki są pewniejsze :)


Każda kupka składa się z 8 kwadratów: 4 takich jak na wierzchu i 4 kolorowych. Każdy jednolity kwadrat ma narysowaną przekątną.

Naukę mojego szycia zaczęłam od nauki zrobienia trójkątów:


Najpierw spięłam kwadraty szpileczkami, potem zszywałam w tzw. latawiec.


Uff ...jakoś się udało zszyć :)
Miałam już 60 zszytych kwadratów, które po rysowanej przekątnej porozcinałam. Oczywiście nożyczkami.


Otrzymałam 120 trójkatów. Potrzebuję tylko 60, a druga połowa to tzw. produkt uboczny. Kiedyś do czegoś zapewne się przydadzą( to te w pudełku).

Potem już tylko rozłożyłam i rozprasowałam moje trójkąty:


Mam 60 dwukolorowych kwadratów i dalszy plan :)

Dzisiaj już muszę zająć się domem, a potem lecę na nockę do pracy.
Prawdopodobnie jutro będzie kolejna próba szycia i zobaczę, czy moje szycie jest proste, linie równiutko się pokryją???
Czy będzie krzywo i powrót do początku ???

Liczę na Wasze wskazówki i uwagi co zrobiłam nie tak, co można poprawić lub zrobić inaczej. Jestem otwarta nawet na krytykę.

czwartek, 27 sierpnia 2009
Podusia dla Nicoli.
W czerwcu postanowiłam, że i dla Nicoli uszyję podusię.
Nad morzem skończyłam hafcik:


Przez 7 tygodni nabierał mocy urzędowej:))
Wczoraj jak wyjęłam maszynę do przeszycia zakładki , nagle wpadła mi chęć na uszycie poduszki. Akurat na dzisiaj, pretekst był niezły - 9 miesięcy od urodzenia Nicolki.
Zaczęłam wczoraj i skończyłam dziś. Najdłużej mi zajęło  projektowanie. Wiedziałam tylko, że ma być bardzo kolorowa.
Po kilku godzinach miałam już wierzch:


Nie było łatwo, bo haft jest prostokątny, a poducha miała być kwadratowa.

Dzisiaj zajęłam się pikowaniem, podszyciem podszewki:


Później już poszło jak z płatka i powstała taka powłoczka:


Wg. pierwotnego planu tył miał być z bawełny też ze słonikiem pod palmą, ale kolory były zbyt pastelowe i za namową moich chłopaków wybrałam taki tył:


Do środka włożyłam gotową podusię 40x40 cm


Gotowa poducha


....i tył.

W następnym wpisie foto relacja, jak poduszka została testowana, przez swoją nową właścicielkę.
poniedziałek, 22 czerwca 2009
Mój pierwszy Patchwork.
Za oknem pogoda w niczym nie przypomina, ani lata , ani wakacji. Szaro, buro, zimno
i pada cały dzień. Ja skorzystałam z tego, że dzisiaj Nicolka nie była u mnie.
Rano zrobiłam sobie gorąca herbatę, włączyłm moje ulubione " Lato z radiem" i zabrałam się za szycie. Od początku haft był przeznaczony na podusię dla Oli. Miała być letnia
i słoneczna.
Wczoraj postanowiłam, że musi to być patchwork. Zainspirowały mnie do tego podusie Gazyni. Wyjęłam moje kupione kiedyś materiały i zaczęłam myśleć , jak zrobić tą podusię, w końcu to mój debiut i nie wiedziałam czy sobie poradzę. Miało być łatwo i prosto, a w trakcie urodził się pomysł, na obecny wygląd. Przyznam myślałam, że to trochę łatwiejsze, ale zawzięłam się i uszyłam!!! Najtrudniejsze były dla mnie obliczenia i przycinanie tkaniny, aby wszystko było równo. Potem juz poszło.


Pikowałam tylko żółte i szafirowe elementy.


Najpierw pikowałam , a dopiero potem podszyłam podszewkę.


Podszewka, też musiała być słoneczna:))


A tak wygląda gotowa podusia.


...i tył podusi. Kotek śpi, a myszy harcują :))

Jutro rano jak wrócę z dyżuru zaniosę poduszkę Oli, która akurat przechodzi ospę wietrzną. Ciekawe, czy  Jej się spodoba ???

Jestem z siebie dumna udało mi się uszyć mój pierwszy patchwork, trwało to osiem godzin, ale z efektu jestem zadowolona. Poduszka jest letnia i słoneczna, nie to co pogoda za oknem. Muszę przyznać, że maszyna zdaje egzamin i nie żałuję ,że ją kupiłam.
| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
O autorze
Internetowe liczniki