niedziela, 17 października 2010
"Tylko krowa nie zmienia zdania"
Hmm... moje koleżanki, albo już bawią wnuki, albo bawią swoje maleństwa wyznając zasadę , że te starsze niebawem opuszczą gniazdo, to takie maleństwo wypełni pustkę w domu.

Ja chyba jestem straszną egoistką, bo cieszę się , że moi chłopcy wyrośli już z okresu pieluch i butelek.
Pustki też nie mam bo czas wolny i pusty dom wypełnia moje hobby, które ostatnio się rozrasta.
Właśnie zakochałam się w scrapkach.

Jeszcze rok temu podziwiałam prace i fascynację scrapkami mojej siostry, ale też głośno mówiłam , o nie to nie dla mnie.
Tym to mnie już nie zarazisz. I co i wirus zrobił swoje , nie możemy przewidzieć  kiedy zarazimy się jakąś chorobą. Ja też nie przewidziałam , że zarażę się scrapkami od Marzenki.
 

 
No cóż "Tylko krowa zdania nie zmienia", a że nie jestem krową , więc zmieniłam zdanie.
Zaczęło sie od tego, że szukałam inspiracji na kartki świąteczne. Pożyczyłam gazetki świąteczne, gdzie jest połączenie technik pergamano i scrapkowej.
I tak się zaczęła moja podróż w kosmos marzeń i poszukiwań.
Kilkadziesiąt godzin spędzonych w necie, w poszukiwaniu pomysłów, instrukcji, potem wyszukiwanie sklepów w Polsce i nie tylko, gdzie można kupić potrzebne  akcesoria.
Potem były zakupy, na allegro, ebayu, w internecie.
Boczna szpalta bloga posiada nową zakładkę :
"zakupy do pergamano i scrapek".
W następnej kolejności zakup pudeł w Castoramie , segregacja i porządkowanie moich akcesoriów do kartek.
Część mam z ubiegłego roku, resztę kupiłam.
 
 
 
Przybory do pergamano.

Nie będę pokazywać co kupiłam , bo jest tego multum: magazyn "Making Christmas Cards", oraz "PaperCraft inspiration", oraz polskie "Hobby", wydanie specjalne Diany "Boże Narodzenie" , papiery kolorowe do scrapek,  kartony kolorowe, perłowe, do druku, papier fotograficzny, teczki, bo każdy rodzaj papieru jest w opisanej teczce.
 
 

Potem perełki w płynie, różne ozdoby od kwiatuszków, perełek na drucikach, dziurkaczy brzegowych, przez kleje, pistolet do kleju na gorąco. Kupiłam też gotowe powycinane elementy do scrapek z papieru i filcu, brokaty w sprayu.
Multum pudełek plastikowych, aby wszystko znalazło swoje miejsce.
 
 
 
 

Dzisiaj mąż dokupił mi metalową linijkę do wycinania, precyzyjną pęsetkę, nóż do cięcia zakupy z Castoramy.
 
 

A wiecie ile mi jeszcze brakuje ???

Od siostry pożyczyłam fachowe magazyny i krok po kroku studiowałam co i jak, bo wiecie ja mam taką wadę: w pracy i hobby jestem pedantką i perfekcjonistką. Jak coś mam  robić to od poczatku porządnie.
Przeszłam też szkolenie praktyczne u Marzeny, ale to juz całkiem inna bajka.
Otóż mój kochany synuś ( Łukasz), a zarazem chrześniak Marzeny jest w samorządzie szkolnym i postanowił, że nauczyciele dostaną kartki ręcznie robione, a jest ich w szkole prawie 50. Ja przyglądałam się jak Marezna to robi, nauczyłam się wiele rzeczy patrząc, zadajac 1000 pytań.
Teraz już powoli opuszczam kosmos marzeń i wracam na planetę real ziemia :)
Jeszcze wiele mnie pracy czeka np. zrobienie porządku w plikach , bo naściągałam różności i mam bałagan - pomieszane pliki z obrazkami, pomysłami, papierami do scrap za free, mapkami, a ja lubię wiedzieć , gdzie co mam.
Jednak już wiecie co mnie tak pochłonęło. Bywały dni, że szłam spać jak mąż wstawał do pracy czyli przed 6.00.
Powoli nadrobię zaległości w odwiedzaniu Was, zacznę tworzyć
i chwalić się, a plany mam bardzo wielkie i ambitne.

Zaczynam się tylko zastanawiać nad nazwą bloga, bo 2,5 roku (będzie w listopadzie) temu jak go zakładałam miał to być blog poświęcony tylko
i wyłącznie haftowi krzyżykowemu. W tym czasie zainspirowałyście mnie do wykorzystania haftu innego jak obrazki, nauczyłam się szyć, liznęłam trochę wiedzy o pergamano, stworzyłam kartki nitką malowane, posmakowałam decu niestety efekt marny i na jednej pracy się skończyło.
Teraz nazwa "Magia krzyżyków" nie do końca oddaje to o czym tu piszę, ale się do niej już przyzwyczaiłam.
 
Mam nadzieję , że ten mega długi wpis Was nie uśpił, a zaspokoił ciekawość, co za hobby mnie pochłonęło.
A już niebawem wpisy kartkowe.
 

niedziela, 29 sierpnia 2010
Na chandrę...
...najwspanialsze są zakupy.
Poprawiają humor jak nic innego.
Wczoraj moja chandra osiągnęła najwyższy poziom:
przeżycia dnia poprzedniego, kończące się wakacje, kończące się lato, dni  krótsze to była wspaniała pożywka, do tego stres przed szpitalem.
Poszłam na zakupy, ostatnie przed szkołą, oraz dzisiejszymi urodzinami Michała. Na tym sie nie skończyło  i  zaszalałam:




Kupiłam sobie nową pościel.
Od dawna chciałam pościel w kolorze jaskrawej zieleni, trafiła się w zielone liście. Jak ją zobaczyłam wiedziałam, że musi być moja. Znalazłam też pretekst, jak wrócę po operacji to  fajnie będzie leżeć w nowej:)




Ta wesoła ściereczka spodobała mi się na szpitalny stolik.
Tak trochę domowej atmosfery, aby było przytulniej.




Kupując plecak do szkoły Michałowi wpadła mi w oko ta torba.
Tak mi się spodobała, że nie mogłam wyjść ze sklepu bez niej.
Przecież będzie idealna na moje hafty.








Jest bardzo pojemna, mieści się wszystko co trzeba:
okulary, nici, mały tamborek, schemat, igły, nożyczki, pisaki...




Za chwilę zapakuję do niej hafty do szpitala :)
Bez nich , nigdzie się nie ruszam, chociaż nie zawsze da się wyszywać to zawsze je włóczę ze sobą.




W pasmanteri, gdzie kupuję mulinę Anchor,
właścicielka załatwiła mi kartę kolorów tej muliny, bo jest  dostępna tylko dla sprzedawców.




To są próbki muliny, nie drukowana karta kolorów.
A potrzebuję ją miedzy innymi do zakładek, które kupiłam we czwartek:




W zestawach są muliny do wyszycia jednej zakładki,
ale przecież wzór zostanie , a kolory oznaczone są symbolami bez nr, więc jak skorzystac z wzoru ???
Mając kartę kolorów nici dołączone do zakładek będę mogła sama, sobie oznaczyć nr.
Do tej pory robiłam to w tej właśnie pasmanteri, porównując kolor z zestawu z kolorami na stojaku.

Odchudziłam portfel, ale za to jak humor mi się poprawił.
środa, 12 maja 2010
Udogodnienia, czyli kolejne zakupy.
Nadal choruję, (ale myślę już o powrocie do pracy),czytam i wyszywam.
Muszę lepiej zadbać o mój kręgosłup, więc przyszedł czas na udogodnienia. Od dawna brakowało mi takiego mojego wygodnego kącika do haftu.
Kącika w którym się porozkładam i nie będę musiała robótki co chwilę sprzątać. Kącika,  w którym usiądę jak Bóg przykazał , a nie powykręcana jak rzymski paragraf (tak wyszywałam na tapczanie). Wiedziałam co mi jest potrzebne - stolik, ale długo szukałam , aż znalazłam taki jak chciałam - jak zwykle na Allegro. Zakupy zrobiłam, kurier szybko dotarł, reszta należała już do Łukasza:



Poskładał, poskręcał...szybko sobie poradził :)


Już mam kącik do haftowania, siedzę w wygodnym fotelu, przy oknie, nikomu nie przeszkadzam. Nie zajmuję już ławy domownikom, nie muszę się składać przed każdym posiłkiem.


A jak nie haftuję mam również wygodny kącik do czytania. Stolik jest na kółkach i ma wymiary 60x60 cm i 57 cm wysokości.

Jak to w życiu bywa, jak dom bez mężczyzny to coś się dzieje. Z dzieciństwa pamietam: ile razy tata wyjechał na dłużej do sanatorium, tyle razy coś się w domu poważnie psuło.
Ledwo rano mąż znowu wyjechał, wieczorem coś strzeliło, poleciały iskry i ... zostałam bez prądu. Moi mali faceci stwierdzili, ze spaliła się instalacja przy lampie.
Super, wieczór się zbliżał, jak tu żyć bez lampy ??? A wyszywać ??? A ja mam opsesję na punkcie oświetlenia !!! Muszę mieć jasno !!! U mnie w grę wchodzą żarówki tylko 150W lub 200 W, a mam żyrandol na 3 żarówki i do tego jeszcze lampka.
Nie było wyjścia, dobrze, że Castorama długo czynna i mama na miejscu. Dzięki jej pomocy mam oświetlenie do przyjazdu męża. Poprosiłam mamę i kupiła mi stojącą lampę , taką samą jaką Ona ma.


Mam dobrze oświetlony warsztat pracy, a jak mąż naprawi instalację, lampa stojąca będzie nadal pomocna, zwłaszcza w pochmurne i zimowe dni.

Anioł powoli się wyszywa, przegapiłam zrobienie wpisu w weekend , więc pokażę go dopiero w ten nadchodzący. Po głowie biega mi nowy haft, chociaż taki maleńki, ale inny niż ten kolos. Coś dla odmiany.


Wiosna kwitnie pięknie, ale dla nas to nie tylko powód do podziwu, ale i koszmar.
Nasi astmatycy bardzo to odczuwają. Najpierw w niedzielę bezskutecznie ratowałam zastrzykiem dożylnym siostrzeńca. Potem całą noc czuwałam i walczyłam z dusznością u Łukasza. Jak mu przeszło w poniedziałek po południu, Kubuś już był w szpitalu, a Michał zaczął sie dusić. Wieczorem i Michał trafił do szpitala. Chłopcy leżeli na jednej sali. Na szczęście była to duszność tylko na skutek czynnika zewnętrznego , bez stanu zapalnego, więc dzisiaj już go odebrałam ze szpitala, niestety siostrzeniec jeszcze tam został.
Odebraliśmy też orzeczenia, po komisji orzekajacej stopień niepełnosprawności. Moi chłopcy mają przyznaną grupę już do 16 roku życia.

Jak ja bym chciała , aby byli zdrowi.
wtorek, 04 maja 2010
Ostatnie zakupy...
Zrobione jeszcze na początku kwietnia.
Pierwsza jest to niemiecka gilotyna do cięcia papieru.


Składa się z dwóch części: ta tnie papier ostrym nożem...


... a ta ma nóż obrotowy z wymiennym ostrzem, robi cięcie proste,przerywane i faliste...


Obie części można spiąć i tworza jedna całość.


Takie przycięcie kartki to kilkusekundowa drobnostka :)

Może nie jest to zbyt wysoka jakość, ale na potrzeby mojego robienia kartek w zupełności wystarcza i bardzo ułatwia pracę .
Kupiłam ja na allegro za 95 zł.

Drugie są to różnej wielkości dwa pojemniki z rączką. Kupiłam je w Castoramie, przy okazji zakupu farby na remont.
Pierwotne przeznaczenie to: na różnego rodzaju śrubki.


Zapinane z poręczną rączką do przenoszenia...


U mnie świetnie zdają egzamin na przybory do haftu.




Dziękuję Wam za miłe komentarze !!!

Staram się nie poddawać. Dzielnie staję na ringu do walki z bólem.
Jak mam dość haftu, zaczynam czytać.
Po głowie mi chodzi 1500 pomysłów na nowe hafty, chwilami mam ochotę rzucić Anioła w kąt.
Szukam też cudownego pomysłu, aby mimo wszystko wyjechać na wakacje.
I nie rozwiodłam się tylko mój mąż wyjechał do pracy (w kraju) i jesteśmy w domu sami.

wtorek, 27 października 2009
Jesienne zakupy.
Ostatni okres jest dla mnie ciężki :( Jak zwykle jesień niesie mi przykre niespodzianki.
Łukasz ma wzmocniony gips i przedłużony na kolejne dwa tygodnie, a szkoła ucieka.
W piątek siostra będzie miała operację kolana.
Tydzień temu tata był u okulistyki i... dostał skierowanie na onkologię z rozpoznaniem Ca. Wiadomo co to oznacza.
Termin do onkologa ma na 16 grudnia, a do tego czasu pozostaje czekać w ciągłej niepewności i strachu.

Siłą rzeczy męczy mnie chandra. I to właśnie przez nią byłabym całkiem zapomniała, że trzeba zrobić wiązankę na grób. Rok w rok już we wrześniu lub na początku października miałam wszystko kupione, a w tym roku nic. Dzisiaj wybrałam się więc na zakupy i nic mi się nie podobało. Nie miałam nawet pomysłu jaka ma być w tym roku , aż zobaczyłam kwiaty , które od razu mnie urzekły:


Liście palmy.
 
Najpierw myślałam ,że są żywe, potem jak dotknęłam stwierdziłam, że sztuczne. Siostra też się nad tym zastanawiała . Ona nie tylko dotknęła, ale powąchała i ugryzła, okazało się ,że sa żywe :)


Hortensje


Słoneczniki

Od razu wpadły mi w oko i stwierdziłam,że razem będą się ładnie komponować w żywym zielonym:



Już mam pomysł jak ma wyglądać moja wiązanka. Jak już będzie zrobiona, to oczywiście pokażę tu zdjecia.
 
1 , 2 , 3 , 4
| < Maj 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
O autorze
Internetowe liczniki