sobota, 08 stycznia 2011
Podsumowań nie będzie...
Podsumowań roku robótkowego nie będzie.
Jak czytam u Was, że zrobiłyście po pięćdziesit kilka haftów, to ja nie mam czym się chwalić. Postanowienia noworocznego nie dotrzymałm , bo "Anioł leży głęboko w kącie" nie skończony :(
Hafcików powstało zaledwie 6 maleńkich w tym dwie zakładki.
Resztę roku hafciarsko pracowam nad Aniołem, ale jak się okazało bezskutecznie :(
Zaczęłam w minionym roku jeden haft, który nie doczekał końca i zasilił kolekcję niedokończonych prac.
 

 
Jedynie zaczęłam raczkować w robieniu kartek scrapkowych. Pochłonęło mnie to i wpadłam w kolejny już nałóg. Szkoda, że nałóg nie idzie w parze z umiejętnościami.
 
 
 
Na bieżący rok też nie mam wielkich postanowień, jedynie zminimalizować liczbę zaczętych haftów.
W miarę możliwości nie zaczynać nowych.
 
piątek, 07 stycznia 2011
Trzech Króli - dzień pełen wrażeń cz.2.
Wczoraj po powrocie do domu, żal mi się zrobiło, że taka śliczna słoneczna i mroźna pogoda , ja mam siedziec w domu.
Wskoczyłam w ciepły kombinezon, mimo uszkodzenia zapakowałam aparat, zabrałam psa i poszłam na długaśny spacer nad Dunajec.
Piękna pogoda, więc było sporo spacerujących i biegających na nartach.
A ja szłam przed siebie wzdłuż rzeki w kierunku Zakopanego.
Udało mi się zrobić kilka fotek, więc zapraszam Was na wspólny spacer:)
 
 
Mój Nero, w sylwestra minęło 5 lat jak jest z nami.
 
 
Dunajec skuty lodem, widok na Gorce
 
 
 
 
 
Czyż nie piękne widoki ???
 
 
Zmęczenie dopadło psa...
 
 
...ciężko psu biegać, jak między opuszkami pełno śniegu,
a mróz gryzie łapy.
 
 
Osty wystają spod śniegu do słoneczka :)
 
 
...no nie, Pani znowu robi zdjęcia.
 
 
 
Brrrrrrrrrrrrr zimno, trzeba pobiegać, aby się rozgrzać.
 
Po tym spacerze, prawie 8 km w mrozie -15 st pies dostał swoja karme z ciepłym mlekiem i padł ze zmęczenia. Do późnej nocy leżał i spał.
Jutro kolejny spacer o ile aura na to pozwoli :)
 

 
Wiem powinnam pokazać jakieś robótki, ale ostatnio nic mi się nie chce robić. Mam do pokazania jeszcze trzy zaległe prace, ale nic nowego praktycznie nie robię, za to czytam.
Przed dwoma dniami kupiłam super książkę młodzieżową , aby Michała zachęcić do czytania, ale zaraz wsadził ją głęboko na półkę. Ja przeczytałam pierwszy rozdział i ... nie mogę sie doczekac, aż skończę ta co zaczęłam , aby zabrać się za młodzieżówkę :)
czwartek, 06 stycznia 2011
Trzech Króli - dzień pełen wrażeń cz.1.
Dzisiaj święto , które kończy okres Bożego Narodzenia.
Bardzo się cieszę, że przywrócony został dzień wolny.
W czasie tegorocznych Świąt dopiero dzisiaj miałam wolny świąteczny dzień i mogłam go spędzić całkowicie na luzie, i to jak :)
 

 
Zacznę od tego, że tradycyjnie w Święta był u nas mój wspaniały wujek z Warszawy.
Już wtedy zaprosił mojego Łukasza na zimową wycieczkę w góry.
To ten sam wujek , o którym już na tym blogu wspominałam, który latem zabierał chłopców na obozy konne. Cudowny człowiek, wspaniały Pedagog i wychowawca pokoleń młodzieży. Człowiek o wielkim sercu. W młodości ja jeździłam z nim na obozy.
Dzisiaj przyjechał z grupą uczniów z Liceum w którym pracuje. Grupa liczy 12 osób - 8 uczniów i 3 rodziców i wujek. Cała grupa dziś wyruszyła w góry, ale nie Tatry, a Gorce.
Mój syn od wczoraj się pakował i szykował do wyprawy, ma to szczęście, że noc spędził w ciepłym łóżku, a nie zimnym pociągu.

Pakowanie - szok, mnie nie dopuścił. Chłopcy uwielbiają program na Discovery "Szkoła przetrwania".  Pod choinkę zażyczyli sobie książkę: " Szkoła Przetrwania" Beara Gryllsa. Łukasz ją przeczytał i pakował się wg. zawartch tam wskazówek. Dokładnie wiedział jak sie ubrać, aby nie zmarznąć, co zabrać, nawet jedną kieszeń plecaka oznakował kawałkiem białego płótna, na którym wymalował czerwony krzyż.
"Mamo w razie wypadku, czy lawiny nie ma czasu szukać opatrunków, a tak wiadomo, że w tej kieszeni mam środki pierwszej pomocy."
Zapakował podstawowe opatrunki, bandaż elastyczny, leki, koce ratownicze, oraz czekoladę.Do telefonu wpisał nr GOPR-u.
Odmówił zabrania ciepłej piżamy: " mamo do śpiwora ma być jak najlżejszy ubiór, bo wtedy śpiwór zatrzymuje wydzielane przez ciało ciepło, na nogi grube skarpety, bo przy zamku jest otwór, który może chłodzić nogi."
On ma 14 lat, po górach chodził niewiele, ale bardzo rozsądnie podszedl do wyprawy. Plecak oczywiście musiał być zważony(pomysl Łukasza), wiedział jaki ciężar może  bezpiecznie nieść przy swoim wzroście i wieku.
Jak zwykle postawił na nogi babcie: moja mama na hura szyła szelki do śpiwora - pomysł i projekt mojego dziecka, niestety nie zrobiłam fotek, ale jeszcze to zrobię. Prababcia na hura robiła na drutach prawdziwe wełniane skarpety. Ojcu zakosił profesjonalne skórzane trapery.
Pozwoliłam mu na żywioł, jak się spakował tak musi przetrwać. Wiem, że w razie co wujek da znać, aby go zabrać, albo dowieźć niezbędne rzeczy.
 
 
Pakowanie :)
 
 
 
 
Dziś od rana Łukasz był pełen energii, podenerwowany, bo pociąg miał duże opóźnienie, za oknem mróz -25 st. Usiłowałam go zatrzymać w domu, a gdzie tam. On jest najmłodszy ( II Gimnazjum), wśród tych licealistów, więc bałam się czy podała z astmą w tym mrozie. Szybko złapał z nimi kontakt, niektórych znał, już z wypraw górskich z wujkiem, niektórych z obozu konnego.
Pojechał z ojcem na PKP, po grupę, potem mąż pozbierał do samochodu plecaki, a oni poszli na mszę. W 15 min pokonali 2 km do kościoła.
Ja spotkałam się z nimi w kościele. Młodzież zmęczona nocną jazdą, głodna, zmarznięta.
Chcieli iść coś zjeść, ale gdzie ??? Wszystko zamknięte :(
Parę sekund i padła decyzja idziemy do mojej mamy na gorącą herbatę.
Przeraża Was to - 12 osób + nas 3 ???
Spokojnie, mama jest przyzwyczajona do nagłych i niespodziewanych wizyt, jak wujek jest na tym terenie.
Szybki telefon i babcia gotowała wielki gar wody na kawę i herbatę.
 
Jak dotarliśmy to sąsiedzi lekko przerażeni na nas patrzyli, tyle ludu z plecakami, jedni wchodzili do mieszkania, inni byli jeszcze na dole klatki schodowej.
Towarzystwo siedziało , gdzie się dało, na poduchach, tapczanach itp. Jedli kanapki z drogi i pili gorące napoje. Odpoczęli , zagrzali się i wyruszyli na szlak.
A mnie przypomniała się moja młodość :)
Pamiętam jedne wakacje lata 80-te w sklepach pustki, ale to nic.

Przyjechał właśnie wujek Maryś z ciocią i kuzynką, oraz ich pudelkiem,  jego Przyjaciel z żoną i trójką dzieci.
Spało się na materacach, były dyżury w kuchni, a w dzień były górskie wycieczki. Radość i gwar panowały w domu.
Za dwa dni przyjechała koleżanka mamy z córką, czyli było nas 4 + 10-ro gości i dwa psy.
Mija kolejny dzień dzwonek do drzwi, bez zapowiedzi przyjechała rodzina taty z pod Poznania kolejne 3 osoby.
Myślicie, że było źle, nie dom żył, było wesoło, radośnie , wspaniale.
Uwielbiałam te najazdy, które nie były rzadkością.
Nasz dom rodzinny był domem otwartym , czem chata bogata, jadło się co było w sklepie, po chleb godzinami stało się w kolejce, ja i goście na równi. To były wakacje.
A potem dom pustoszał i robiło się strasznie cicho. A dodam tylko , że mieszkaliśmy w bloku na 60 m2.
 
Wujek i ciocia są po pedagogice specjalnej latami pracowali z młodzieżą upośledzoną, przyjeżdżali z młodzieżą w góry i wpadali na herbatkę z całymi grupami. Odkąd wujek pracuje w Liceum organizuje prywatne wypady w góry z niewielkimi grupami i dom rodziców jest przystankiem w tych wycieczkach.
 
Tak mi narobili ochoty na jakąs wyprawę, że po południu wybrałam się z Nerem na długaśny spacer nad rzekę, ale coby Was nie uśpić całkiem tym ględzeniem to będzie o tym w kolejnym wpisie.
 
I tak w dzień Trzech Króli rodziców odwiedzili niespodziewani goście :)





wtorek, 04 stycznia 2011
Ostatnie karteczki .
To już ostatnia partia karteczek w tym sezonie świątecznym.
Miałam napisać w tym roku, ale rok dopiero się zaczął :)
I napewno powstana jeszcze jakies karteczki.

Koniec klikania czas na zdjęcia.

Karteczka z bałwankami:



...zbliżenie wykończenia...

Kartka z bałwankiem:


Bałwanek zakupiony na ebay'u
w wersji białej, samodzielnie kolorowany i dekorowany.


... zbliżenie bałwanka...



...zbliżenie wykończenia...

Karteczka z ostrokrzewem:



...zbliżenie...


Karteczka z pingwinkami


...niestety odbiło się światło lampy


Widok na trójwymiar...


...zbliżenie na wykończenie...

Kartka z saniami.


Ta kartka powstała na specjalne zamówienie moich chłopców dla rodziny szefa gospodarstwa agroturystycznego, w którym wujek organizuje obozy konne. Chłopcy bardzo się zaprzyjażnili z Panem Markiem. A sanie dlatego, że Pan Marek zimą organizuje kuligi ma konie  i ma sanie :)


...zbliżanie samych sań...


...zbliżenie dekoracji na saniach...




Zbliżenie dekoracji ...

I tym sposobem dotarłam do ostatniej kartki w tym sezonie świątecznym :)




sobota, 01 stycznia 2011
Mamy Nowy 2011 Rok.

 

Niech Nowy Rok

przyniesie Wam radość , miłość, pomyślność

i spełnienie wszystkich marzeń,

a gdy się już one spełnią

niech dorzuci garść nowych marzeń,

bo tylko one nadają życiu sens!

W Nowym 2011 Roku wielu szczęśliwych chwil...

Szczęścia w domu i wszędzie, gdzie będziecie...

 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 97
| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
O autorze
Internetowe liczniki