poniedziałek, 14 lutego 2011
Z motyką na słońce ???
Bardzo serdecznie Wam dziękuję za słowa wsparcia,
ciepłe myśli i oferowaną pomoc.

Teraz jestem pod ścisłą kontrolą lekarza specjalisty, biorę większe dawki leków i dodatkowo nowe leki.
Widać efekty , bo powoli wracam do rzeczywistości.

Powoli nadrabiam zaległości w czytaniu blogów.
Będąc na jednym z blogów doznałam nagłego olsnienia:
od roku myślałam co wyhaftować Oleńce (siostrzenicy) na I komunię.
Nie chciałam typowej pamiątki , ale nie miałam pomysłu na haft.
Czytając wpis RENATY uświadomiłam sobie, że komunia jest 1 maja -
w dniu beatyfikacji Jana Pawła II.
Już wiedziałam, że muszę wyhaftować Papieża, bo będzie to idealna pamiątka, podwójnie ważnego dnia w życiu Olusi.

Swoją drogą Ojciec Święty jest ważną  postacią w czasie I komuni naszych dzieci. 6 lat temu odszedł do domu Pana miesiąc przed I komunią moich chłopców (razem przystępowali mimo różnicy wieku).
Dokładnie 1 maja jest rocznica komuni chłopaków, tego samego dnia jest beatyfikacja i komunia Oli.

W ciagu dwóch godzin był wydrukowany wzór, pokratkowana i przycięta kanwa i przygotowane muliny. 60 % mulin miałam w domu, resztę dokupiłam. Wzór wzięłam taki , który od dawna mi się podoba i również podoba się mojej siostrze.


Kanwa 14 jasno - niebieska


W sobotę wieczorem ,
po pracy powstały pierwsze krzyżyki.


A tak wygląda po drugim dniu haftu.

Zastanawiam się , czy nie porywam się z motyką na słońce ?
Czy zdążę na czas z haftem?
Czy nie zasili kolekcji niedokończonych haftów ?
środa, 02 lutego 2011
Poczucie beznadziejności ...
... mnie dopadło.
Nieszczęścia chodzą parami mówi przysłowie.
U mnie ostatnio chodzą nie parami, a  stadami.
Zaczęło się od wypadku taty, potem wszystko zaczęło się sypać :(
Trudna sytuacja domowa, w pracy nowa dokumentacja, nawał obowiązków, ciężkie stany Pacjentów, potem opanowała nas grypa.
Dopadła mnie totalna niechęć do haftu, do hobby , do życia.

A na  dodatek pożyczyłam (raz , a potem był brany bez mojej zgody) telefon komórkowy osobie nieodpowiedzialnej.
Efekt rachunek rzędu ...
...sporo ponad tysiąc, następny będzie nie mniejszy :(
Do tego mam zablokowany telefon i jestem odcięta od świata.
Długo będę spłacać raty, sytuacja finansowa teraz bardzo ciężka i w tym roku na przyjemności raczej sobie nie pozwolę.
 
Tylko nie piszcie, aby tamta osoba zapłaciła jest to osoba niepełnoletnia i ja jako właściciel telefonu odpowiadam za niego i muszę zapłacić. Innej opcji nie ma , moja wina , że lepiej telefonu nie pilnowałam :(
 

 
Moja depresja lubi takie pożywki i jeszcze ona zwala mnie z nóg.
Nic , ale to kompletnie nic, mi się nie chce. Nawet wstawać z łóżka mi się nie chce. Włączać komputera mi się nie chce. Mam zaległości w czytaniu i komentowaniu Waszych wpisów. Wybaczcie więc , że bywam tu sporadycznie i niewiele piszę.
Dobrze, że chociaż ferie się zaczęły.
 

 

 

wtorek, 01 lutego 2011
Spóźniona jak Poczta Polska.
Ja,  jestem tak spóźniona jak nasza PP.
Okres Bożego Narodzenia już dawno za nami, o choinkach dawno zdążyliśmy zapomnieć.
A ja dopiero dziś chcę Wam podziękować za otrzymane kartki świąteczne:
 
 
 
Od lewej są to kartki od Gazyni, Kini, Lucynki, Maryni, Sabinki i Beaty.
 
Jedna , z tych kartek dotarła do mnie niespełna tydzień temu, a była wysłana 15 grudnia. Brawo Poczta, ponad miesiąc , chyba płynęła statkiem przez Afrykę. No cóż powinnam być dumna, że dotarła, a nie znalazła się na liście tych niedoręczonych. Wiem, że co najmniej dwie moje kartki nie dotarły do adresatek :(
 
 
Jeszcze zbliżenie na kartki ręcznie wykonane :)
 
Chciałam Wam serdecznie podziękowac za wszystkie życzenia, za równo za kartki, jak i maile, smsy i te wysłane na GG.
 
Ze spuszczoną głową PRZEPRASZAM, że robię to dopiero dzisiaj.
 

poniedziałek, 24 stycznia 2011
Zimowy spacerek.
Dziś od bardzo dawna miałam wolny dzień.
Postanowiłam zabrać naszą panienkę i wyjść na spacerek.
Uwielbiam zimowe spacery, jak jest mroźna pogoda i dużo białego puchu.
 
 
Przejażdżka sankami...
 
 

... jednak Nicola woli chodzić ...
 
 
... a najlepiej sama pchać saneczki.
 
 
Na spacerze dołączył do nas Nero...
 
 
... Zaczęła się wspólna zabawa...
 
 
...Nero pilnował Nicoli, a Ona w zamian chętnie i często go głaskała.
 
 
... o jak fajnie tuptać po puszystym śniegu...
 
 
... a Nero ciągle pilnuje małej.
 

 
Bardzo mi był potrzebny ten spacer.
Po pierwsze nie widziałam małej prawie trzy tygodnie. Najpierw ona chorowała, potem ja. W pracy nawał dyżurów i to ostatnio bardzo ciężkie dyżury.
A jak wiecie początek roku zaczął się pechowo.
Tata złamał szyjkę kości udowej z przemieszczeniem i leżał na ortopedii. Szpital zamknięty dla odwiedzających, z powodu panującej grypy. Ja mam to szczęście, że jako pracownik szpitala, mogłam do taty wchodzić.
Potem operacja, ale teraz tata szczęśliwie jest już w domu, ale czeka go długa rehabilitacja, a ja póki co pomagam mamie, przede wszystkim robię zastrzyki i opatrunki. Niestety nie mam czasu na robótki i do wiosny pewnie się to nie zmieni :(

 

poniedziałek, 10 stycznia 2011
Sowa dla Profesora :)
Wczoraj skończyłam haft sowy.
Miał to być haft do upominku pod choinkę dla wujka , z którym Łukasz aktualnie jest w górach. Niestety, nie udało mi się wyrobić na czas.
Pod choinkę kupiłam jakiś drobiazg i zapowiedziałam, że Aniołek nie zdążył na 24 grudnia, ale na 6 stycznia coś zostawi pod choinką.

Wczoraj skończyłam backstiche:






Pierwotnie miała być taka sowa:



Dostałam od Was wzorki, ale okazało się , że haft jest zbyt duży, dlatego wybrałam tę sowę, a wzorek mam dzięki uprzejmości Marii.

Haft gotowy, więc szybko zabrałam się do dalszej pracy i powstała okładka na kalendarzyk.




Okładkę wykonałam wg. pomysłu KINGI
wzorując się na jej kursiku.
Szybciutko zapakowałam upominek i pojechałam z mężem do Ochotnicy, gdzie na kwaterze przebywają nasi turyści, aby osobiście wręczyc wujkowi upominek.
Bardzo się spodobał kalendarzyk i ta " sowa dla Profesora" :)

Przy okazji zobaczyłam przelotnie moje dziecko, które jest szczęśliwe, zmęczone z zakwasami, ale szczęśliwe i pełne wrażeń.
Nie ważne , że buty odgniotły nogi, że trzeba było je natrzeć oliwą i wyklepać młotkiem, następnego dnia i tak poszedł w nich w góry.
Wczoraj lał deszcz, przemoknięci, brudni, głodni  ale buzie uśmiechnięte od ucha do ucha tak wrócili z gór na kwaterę.
Łukasz czuje się tam świetnie mimo, że jest najmłodszy, ale ma wielu Przyjaciół.
Była też wspólna nauka, starsi koledzy udzielili darmowych korepetycji.


Ten wpis miał sie pojawic wczoraj, ale z przyczyn niezaleznych publikuję go dopiero dzisiaj.
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 97
| < Maj 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
O autorze
Internetowe liczniki